POWSTAŃCZE PERYFERIA ’44. – Przeddzień

Zgodnie z moją zapowiedzią poniżej zamieszczam pierwsze z cyklu krótkich relacji z powstańczej peryferii (na podstawie nie opublikowanych dotąd wspomnień Uczestniczki wydarzeń z czasów Powstania Warszawskiego) – na podstawie przekrojowego zbioru niepublikowanych dotąd wspomnień Jej życia pt. „ZDOLNOŚĆ PRZETRWANIA”.
Marian A. Nocoń

PRZEDDZIEŃ (31 lipca 1944 r.).
Wracając nocą z rodzinnych stron na Kielecczyźnie, po wielu perturbacjach w podróży koleją, rozglądałam się nerwowo po warszawskiej ulicy wypatrując niemieckich patroli, których zwykle było pełno.

– Jakby się pochowali. – pomyślałam zdziwiona.

Ryzykowałam życie, nie mając racjonalnego powodu przebywania po godzinie policyjnej. Już w domu dużo mnie kosztowało przekonanie samotnej matki, że muszę wrócić do Warszawy.
Czułam jednak wewnętrzny obowiązek niesienia pomocy „w razie czego”, bo coraz częściej słyszałam, że może wybuchnąć powstanie.
Dwa lata nauki w stołecznej szkole pielęgniarskiej, podczas faszystowskiej okupacji, także i u mnie wywoływały wyzwoleńcze nadzieje.
Chciałam tu być, gdyż miałam zamiar pomóc Powstańcom, kiedy będą tego potrzebowali. Taki nakaz dwudziestotrzylatki wychowanej w polskiej tradycji od pokoleń.
Wcześniej, po dwóch tygodniach wdrażania się do pracy jako instrumentariuszka, pierwszego sierpnia miałam objąć pierwszy swój dyżur pielęgniarski.

Była ciepła, niedzielna noc. Kotłowały się we mnie emocje, ale dziwny spokój ulicy napawał mnie optymizmem. Bez przeszkód dotarłam do małego mieszkania nieopodal szpitala.
Zasnęłam głęboko po ciężkim dniu, pozostawiając bezpieczne pielesze.

Opracował Autor.