Streszczenie „Niezabliźnionej nici”

Niezabliźniona nić

Niezabliźniona n” jest kolejnym z zapowiadanych thrillerów trylogii SETON, który określiłbym w tym przypadku rodzajem konspiracyjnym, w którym bohater staje przeciwko grupie przeciwników odkrywając międzynarodową intrygę. Powieść jest spełnieniem oczekiwań czytelniczych poprzedniego thrillera przygodowego pt. „Artefakt umysłu”. Stanowi niejako oddzielną historię, którą można sobie wydłużyć czytając obie książki, ale nie jest to konieczne.   

Jako autor czerpię swoje pomysły z moich szerokich zainteresowań oraz sporego doświadczenia życiowego. Wedle opinii osób znających się na literaturze, potrafię zgrabnie i opisowo poprowadzić akcję. Wspomnę, że od samego debiutu, czytelnicy opisując moje książki sugerują, że chętnie by je zobaczyli na ekranach kin. Tworzę treści, z których czytelnicy w większości czerpią dobrą rozrywkę, niosące za sobą wartości poznawcze. W przypadku „Niezabliźnionej nici” sprofilowałem akcję na intrygę i relacje ludzkie, a mniej na przygodę. Jej przebieg stawiam ponad rozbudowane opisy.

Współczesna akcja samej powieści toczy się w głównej mierze na zamku w Baranowie Sandomierskim i okolicach sięgających po Kraków. Główny bohater, były amerykański komandos Victor Moss, trafia tam po licznych perypetiach. Wciągnięty w tajemniczą historię z notesu, sięgającą starożytności, zostaje wplątany zarazem w intrygę wywiadów. Uciekając przed ich nagonką w drodze do celu, poszukuje swego miejsca. Jako mimowolna ofiara prześladowań, szuka wsparcia w swym przyjacielu z wojska Peterze Nowaku. Dwaj nowi towarzysze, w osobach biblisty Rybika i dominikanina Łukasza, wprowadzają go do polskiego zespołu również zajmującego się sprawą wyjaśnienia niezrozumiałego zachowania innych państw. W tym wszystkim, niepokój umysłu Mossa budzi bezpardonowa walka nie tylko przeciwników zewnętrznych, ale też ta konspiracyjna od środka. Niepokój jego serca wzbudza z kolei niedawno poznana Ewa, zaś ducha kobieta z zespołu – Małgorzata. Miotany przeciwnościami losu, musi im stawić czoła. Pozostawia to ślad w jego psychice, pobudzając do przemiany z ofiary w wybawiciela. Wsparty o nowe informacje mogące rozwikłać sekret, szykuje się do podjęcia nowych wyzwań. Nie wie jednak, że będzie znowu musiał zmienić swe plany.     

Przy pisaniu tej powieści miał miejsce zabawny moment, który zaważył na jej konstrukcji. Otóż zaszyty wśród zieleni, na skraju wysokiej skarpy, skończyłem czytanie książki o kreatywnym pisaniu. Spodobały mi się zaproponowane tam pisarskie metody warsztatowe i postanowiłem zastosować je w kolejnej powieści. „Niezabliźnioną nić” miałem już prawie skończoną. I wtedy, spoglądając na odległy szyb górniczy, usiadł mi na ramieniu motyl. Dostrzegła go żona. Znieruchomiałem. Wówczas, ośmielony moją bezczynnością, usiadł mi na nos zlizując sól z potu, który wydobyło słońce. Stanąłem z nim oko w oko. Wtedy sfrunął na maszynopis, w którym dokonywałem poprawek. Wówczas postanowiłem wprowadzić nową konstrukcję jeszcze w „Niezabliźnionej nici”.

Kilka osób, które przeczytało maszynopis tej powieści, stwierdziło, że jest nieszablonowa, z oryginalną historią i potrafiącą wciągnąć czytelnika. Prosili, niezależnie od siebie, abym jak koniecznie napisał kolejną powieść.

Powieść tą mogą czytać dorośli, którzy lubią kryminały, sensację i przygodę, ale nader tajemnice. Nie stronią też od historii, a ludzkie emocje mają dla nich dużą wagę. W książce tej otrzymają bowiem ich sporą dawkę, podobnie jak emocji. Nie brakuje też wiadomości, które zwykle ulatują w szumie codzienności.

Okładkę zaprojektował świetny grafik Mariusz Banachowicz, który projektował też wcześniejszą „Artefaktu umysłu”. I tym razem świetnie wmalował się w moje oczekiwania, oddając klimat książki.

Jak wspomniałem, powieść potrafi zrobić wrażenie na czytelnikach, którzy lubią historie poza schematem. Dowiemy się o postrzeganiu ludzkich emocji z mowy ciała, o radzeniu sobie w ciężkich chwilach, a także poznamy fragmenty historii, których trudno szukać w podręcznikach, czy też w codziennych informacjach. Akcja obejmuje tę polską, a omawia  starożytną, które powieść ta łączy współcześnie. Zawiera dozę przygody. Zawiera w sobie ponadczasowy przekaz, że to, co powstało kiedyś wciąż może zachować aktualność i wskazywać nam przyszłość. I wcale nie mam tu na myśli astrologię, ale tę najprawdziwszą historię starożytną. Pokazuje też, jak w sposób niezamierzony, także przedmioty potrafią na nas oddziaływać i zmieniać nasze losy.

Już na okładce można przeczytać refleksyjne „W pogoni za przyszłością spójrz czasem w przeszłość”, a na pierwszej karcie przeczytać cytat Georga Orwella, którzy wpasowuje się klimat „Niezabliźnionej nici”, – „Kto kontroluje przeszłość, ten ma władzę nad przyszłością

Niech tych kilka cytowanych fragmentów dopełni klimat nowej powieści:  

Na początku mamy wybór, w konsekwencji, którego gdzieś docieramy, lecz nie zawsze tam, dokąd zamierzaliśmy i często nie tak jak tego chcieliśmy”.

Ta myśl przywiodła mu obraz notesu, który wziął pierwszy raz do ręki. „Gdybym wiedział, co zrobi on z moim życiem, to wyrzuciłbym go od razu z transportera”.  

„…Rozmowa była dla Victora kluczowa. Natomiast bez znajomości celu, nie był w stanie ocenić sytuacji. To dawałoby mu też pewną przewagę. Teraz, bowiem nie kontrolował sytuacji, która natomiast kontrolowała jego.

Widział, jak generał walczy ze sobą, rozstrzygając coś w umyśle. W końcu przyznał:

– Jeszcze nie znamy celu. Z Nowakiem porozmawia pan już niebawem.

 „Masz mnie za idiotę?” – pomyślał poirytowany. „Przecież Jakub sam mi mówił o pokojowym charakterze misji”.

Spojrzał na Rybika, który jakby wyczuł jego myśli, reagując swym zakłopotaniem. Przeniósł wzrok na Brabowskiego, przypominając sobie, iż podczas tamtej rozmowy, inny polski wywiadowca potwierdził możliwość użycia siły.

„Coś kręcisz Merden”– ocenił go – „ciekawe dlaczego?”…”

„…On uśmiechnął się, nie kryjąc zakłopotania.

–- Potrzeba nam jeszcze ułamka, a dokładniej odczytania z notesu trójki pitagorejskiej. Czyli grupy trzech liczb spełniających równanie Pitagorasa: a2+b2 =c2. A zatem , gdy każda z nich zostanie podniesiona do kwadratu.

–- Chyba żartujesz? – niedowierzał Victor. – Przecież mówimy o Sumerach, a nie o Grekach. Co ma do tego grecki Pitagoras?

–- Zgadza się. Sumerowie już 3800 lat temu stworzyli tablice tych zależności w trójkącie prostokątnym. Jednak, w przeciwieństwie do stosowanych przez Greków przybliżeń, w Mezopotamii operowali dokładnymi ułamkami. Na glinianych tabliczkach, każdy z piętnastu wierszy zawierał ułamkowy stosunek krótkiego boku trójkąta do długiego boku przyprostokątnego (zatem a do b). I należy przy tym pamiętać, że Babilończycy stosowali system sześćdziesiętny, zamiast dzisiejszego – dziesiętnego.

Mina słuchającego zrzedła. …”

„…Próbując się wprowadzić w lepszy nastrój, pomyślał o radosnej twarzy Ewy. Kilka następnych, ciepłych obrazów przewinęło się przed oczyma oczami Victora. Zmącił je ostatni, ten z Krakowa, kiedy się rozstali. Wtedy, nałożył się na niego inny –- z prowokującą Moniką. Wydał mu się dziwnie słodszy, niż poprzednie. Strząsł to z siebie. Pozostał, ten z dzisiejszego spotkania, kiedy to Monika zapoznawała go z magnetometrem. Dopiero teraz uznał możliwość znalezienia tak małej anomalii, za całkiem realną. Potrzebne były jednak dokładne wskazówki, gdzie jej szukać, bo przeczesywanie olbrzymich obszarów nie wchodziło w grę. …”.

Zaciekawionych zapraszam do lektury już teraz na tutejszej stronie sklepowej.

Marian Andrzej Nocoń