Artefakt Umysłu

  • thriller oparty na historycznych i starożytnych artefaktach;
  • rzeczywistość przeplatająca się z fikcją;
  • mówi o świecie współczesnym i starożytnym;
  • intryga i tajemnice nie opuszczają Czytelnika;
  • spora dawka emocji i zaskakujących zwrotów akcji;
  • coś, niczym nić setonu, kieruje losami bohaterów;
  • w przygotowaniu dwa kolejne tomy.

 

 

Ruszając przed siebie, nigdy nie wiesz dokąd dojdziesz

Tytuł:  ARTEFAKT  UMYSŁU, Autor:   Marian A. Nocoń, Książka dostępna w sprzedaży od czasu premiery  tj.: 2017-10-16;

ISBN:  978-83-65684-26-4, Format: 145×205, oprawa miękka, 368 strony.

Opis książki.

Do napisania tej książki skłoniła mnie pewna historia. Kilka lat temu poznałem nieprzeciętnego człowieka na korytarzu miejskiej instytucji. Od razu znaleźliśmy wspólny język. Gdy się dowiedział, że napisałem książkę, opowiedział kilka epizodów ze swojego żołnierskiego życia. Utrwalałem je sobie podczas licznych spotkań.

W międzyczasie zapoznałem się z najnowszymi wynikami badań archeologicznych, które mnie zafascynowały.

Obie historie miały wspólne mianowniki. Wtedy je połączyłem dodając szereg innych poznanych i wymyślonych, ale nie oderwanych od rzeczywistości.

Pierwotny tytuł brzmiał „Seton” stanowiący anagram notesu – jednego z bohaterów powieści. Później, pod wpływem kilku zaprzyjaźnionych czytelniczek, napisałem kolejne dwie części. W ten sposób powstała trylogia: „Artefakt umysłu” , „Niezabliźniona nić” i „Zatokowa dewiacja”. Wszystkie spięte wspólną nicią historii i bohaterów, niczym setonem, czyli długim opatrunkiem tamującym krew.

Zanim Victor Moss, bo o nim mowa, jako major amerykańskich komandosów wpadł w wir II Wojny w Zatoce Perskiej, doświadczenie zdobywał w licznych misjach specjalnych. Wystarczało mu ono do prowadzenia wojaczki, jednak już nie w zmaganiach z przeciwnościami, jakie wywołało pojawienie się notesu. Ze swoimi zapisami był on jak artefakt przywołany do rzeczywistości. Pobudzający umysł. Do tego stopnia, że zmienił losy Mossa i wielu ludzi. Zmienił i skonfrontował. Wciągnął swoją łamigłówką, robiąc z twardziela ofiarę. Victor mógł odnieść wrażenie, wczytując się w niezrozumiałe treści, że ma do czynienia z anagramami. „Seton” to anagram notesu. I podobnie jak długi opatrunek o tej samej nazwie, splata ich historie na o wiele dłużej, niż by chciał tego Victor. Przesuwając palcem po zapisie klinowym, Moss odrabiał lekcję mezopotamskiej historii ze współczesnym przesłaniem. W ważnym momencie otworzyły się drzwi i oficer dyżurny poprosił go o pójście za sobą. Kiedy Moss wrócił z narady, po notesie nie było śladu, ale znalazły się inne poszlaki, które poprowadziły go ku zmianom. Czy lepszym?

Pierwszy tom thrillera oparty na historycznych i starożytnych artefaktach, gdzie rzeczywistość przeplata się z fikcją a intryga i tajemnice nie opuszczają Czytelnika, dając sporą dawkę emocji i zaskakujących zwrotów akcji.

Fragment z książki Artefakt umysłu:

„Moss zorientował się, że wyszedł w innym miejscu, niż wchodził. Dotykając lewą ręką muru budowli, szedł z wolna przed siebie, szukając bramy i szerokiego drzewa. Po kilkunastu krokach usłyszał trzask łamanej gałęzi. Przykucnął, nadstawiając uszu. Położył się, naciągnął rękawy na dłonie i zaczął się powoli czołgać, zastygając przy najmniejszym hałasie. Gdy przesunął się nieco, kucnął i drobnymi kroczkami podążył w kierunku ciemnego kąta budowli, odległego o kolejnych kilka metrów.

Postanowił skorzystać z ochrony cienia, jaki dawała sąsiednia ściana, i odczekać przez moment. Wiedział, że towarzyszący stale stres może płatać mu figle, wolał jednak na wszelki wypadek przyczaić się, sprawdzając, czy droga jest wolna. Po tym, co usłyszał, jego ostrożność wzrosła. Ale przez ten czas jedynie przelatujący obok ciekawski nietoperz zakłócił okoliczny spokój. Kiedy Victor dotarł wreszcie do tymczasowej kryjówki bagaży, przywarł plecami do ściany kościoła. Adrenalina pompowała energię. Teraz, bardziej świadomy, starannie wypatrywał w ciemnościach potencjalnego prześladowcy. Nic się jednak nie działo. Odczekał jeszcze kilka minut, lecz to podświadomość podpowiadała mu, że coś jest nie tak. Przez dłuższy czas obserwował otoczenie bramy i dzięki temu zdołał zauważyć niewielki ruch czegoś na dziewiątej. Zobaczył czerwony punkcik papierosowego żaru. Postanowił wycofać się na przeciwległą, tylną stronę kościoła, gdzie musiał zmierzyć się z dwumetrowym ceglanym murem. Spadając na ziemię, sam złamał z trzaskiem gałązkę krzewu. Nie czekając ani chwili, szybko przebiegł na oślep przez zarośla. Kierował się do jakichś zabudowań, byle dalej od źródła hałasu. Dopiero kiedy dotarł do ustronnego miejsca, postanowił przeczekać tam do rana. Położył się, rozmyślając o tym, co usłyszał. Pomijając podrzucone śmieci, kopalniane sprawy sięgają głębiej, niż myślałem. To już, jak widać, nie tylko jest handel bronią, ale jakąś bronią nowoczesną, rozważał. Czyżby Irak sprzedał ją komuś, a teraz chcą to zatuszować? Czy nie lepiej się z tego wycofać, póki jest jeszcze czas? Nie znajdując prostych odpowiedzi, nasłuchiwał. W głowie miał jednak głośniejsze szumy od mętliku, jaki wprowadzały nowe informacje. Muszę zaraz z rana porozmawiać z Ewą, postanowił przed drzemką, której teraz pragnął najbardziej. Niezależnie od pogody i miejsca pod chmurką. O brzasku odezwały się pierwsze ptaki. Moss otworzył senne oczy i zobaczył ścianę na wpół zwalonego, ceglanego biura-baraku. Przed sobą miał stary, zaniedbany ogród porośnięty bujnymi krzewami oraz skarłowaciałymi drzewkami. Za zachwaszczonym ogrodem widać było wolną przestrzeń. Płytki sen i bezruch spowolniły poranne ruchy Mossa. Zaczął wstawać, ale nagle dostrzegł sunącą wzdłuż zarośniętego płotu ciemną sylwetkę z rozbłysłym czerwonym punkcikiem. Skojarzył ognik. To może być ten palacz sprzed kościoła. Co za dureń, ocenił prześladowcę. Odczekał chwilę, aby przejść za jego plecami, gdy pod skorodowane ogrodzenie ogrodu podjechał samochód. Wyszło z niego czterech podobnych do palacza i rozleźli się po terenie. Najwyraźniej kogoś lub czegoś szukają, pomyślał. Wygląda to na coś ważniejszego niż tylko zabawa w ciuciubabkę, skoro o tak wczesnej porze zgromadzili tylu ludzi w takim miejscu. Dla niego oznaczało to konieczność poszukania jakiegoś wyjścia. Obserwując odległą o pięćdziesiąt metrów ulicę, wstał i zaczął przesuwać się w wzdłuż ściany baraku. Szybko jego dłoń trafiła na coś śliskiego. Była to szyba podzielona na cztery mniejsze części. Najniższe, położone nad parapetem okno było wybite, a drobne kawałki szkła leżały porozrzucane tuż przy otworze.

Skoro jest okno, muszą być też drzwi, pomyślał z nadzieją. Wsunął głowę do wnętrza. Panował tam półmrok oraz unosił się dokuczliwy smród. Nie stanowiło to jednak bariery dla bezpiecznego opuszczenia okolicy. Wpełzł tam niczym wąż. W skąpym świetle dnia zauważył jasny punkcik w ścianie. Podszedł do otworu, który okazał się dziurką na klucz. Brakowało jednak klamki. Jedno uderzenie barkiem wyważyło stare skrzydło. Wpadająca do wnętrza spora ilość światła odsłoniła resztę pomieszczenia. Na wprost okna był stary materac wypchany sianem. Leżał na nim mężczyzna ubrany w ciemne ciuchy. Spod czapki, mocno osadzonej na głowie, wystawały czarne włosy. Sylwetka ułożona była w pozycji embrionalnej. U wezgłowia leżał spory worek wypełniony czymś miękkim. W pierwszej chwili Victor wystraszył się, że obudzony nagle mężczyzna może zacząć krzyczeć – wówczas jego położenie uległoby diametralnej zmianie. Postanowił zatem zapobiec temu. Złapał szmatę wystającą z worka obok rurki, zamierzając nią stłumić krzyk. Kiedy jednak zbliżył się, zobaczył więcej szczegółów. Na bladożółtej twarzy nie drgnął żaden mięsień. Skóra błyszczała niczym posmarowana woskiem. Zbyt wydatne wargi pokryte były czarno-brązowymi plamami, uchylone odsłaniały jasne zęby. Spuchnięte powieki otoczone czarnymi obwódkami ledwie się domykały. Spuszczona, nabrzmiała dłoń wisiała nad złożoną kartką papieru. I wtedy z nieproporcjonalnie dużego nosa wyszła mucha. Moss wzdrygnął się, robiąc krok do tyłu. Poczuł charakterystyczny fetor. Tam, gdzie ciało stykało się z materacem, widać było oznaki posuniętego rozkładu. Spod materiału wychodziły białe larwy, energicznie poruszając ciemnymi łebkami, jakby zdziwione, że tutaj nie ma już ich ulubionego tortu. Muchy też budziły się z nocnego odrętwienia i masowo wzlatywały – tworząc gęstniejącą, brzęczącą, czarną chmurę. Choć ze śmiercią Moss miał wielokroć do czynienia, to jednak twarz mężczyzny zachowała niesamowity wyraz. Jakby przeszedł bestialskie tortury.

Chwila tam spędzona skłaniała do dalszego rozwiązywania zagadki w samotności. Victor musiał najpierw poobserwować dom stojący zaraz przy baraku oraz fragment widocznej stąd ulicy. Czając się u futryny drzwi z chustką przy nosie, wypatrywał jakiegoś poruszenia. Nie mógł być pewien, czy za murem, oknem lub domem ktoś na niego nie czyha. Przyświecając sobie na krótko latarką, sięgnął po upuszczoną przez trupa kartkę. Z koślawych liter formowały się dwa słowa: „kocham was”. Wystająca rurka okazała się przewodem połączonym z lampką górniczą. Biedny człowiek, pomyślał. Na chwilę wstrzymał oddech, uświadamiając sobie, że być może widzi skutki oparzenia popromiennego. Nie zamierzał tu pozostać ani chwili dłużej. Było po czwartej nad ranem. W międzyczasie napłynęła gęsta mgła, zakrywając znienacka całą okolicę. Wyszedł z nisko pochylonymi plecami. Minął ścianę piętrowego domu i poszedł ku bramce oddzielającej go od ulicy. Przejeżdżająca śmieciarka ujawniła pobliskie skrzyżowanie, które zobaczył w świetle jej reflektorów parę metrów przed sobą. Wszystko inne skrywała gęstniejąca mgła. Idąc wzdłuż metalowego płotu, skojarzył tę alejkę z nocną drogą, która zaprowadziła go pod stary kościół. W ostatniej chwili spostrzegł faceta stojącego na czatach. Był odwrócony do niego tyłem. Jeden szybki ruch ręki w okolicę podstawy szyi zwolnił chwilowo mężczyznę z wykonywania zadań. Moss musiał działać, jeśli szybko chciał odzyskać bagaż. Nie mógł porzucić części swych pieniędzy, tym bardziej że miał przewagę nad „przyuczonymi” do zawodu „ochroniarzami”. Traktował to jako swoisty sprawdzian dla swoich umiejętności. Zamaskowane rzeczy widział już z tego miejsca, lecz nie był jeszcze pewien, czy frajerzy – jak ich nazwał w myślach – też o nich wiedzieli.”

Artefakt umysłu

Recenzje literackie:

By DlaLejdis.pl 25 listopad 2017.  

Artefakt umysłu to ciekawa, pełna napięcia powieść z metafizyczną zagadką w tle, której nie powstydził by się nawet Dan Brown – autor Kodu da Vinci. Powieść stanowi ciekawe połączenie wątków militarnego i metafizycznego, które na pierwszy rzut oka trudno ze sobą połączyć. Dwa oddzielne światy – racjonalny żołnierski rozsądek i niewyjaśniona zagadka z przeszłości, której rozwiązanie jest niebezpieczne dla każdego, kto stara się temu podołać. Przekonuje się o tym główny bohater powieści – Victor Moss.

…Książka ma rozbudowany wątek militarno-wywiadowczy, stanowi studium analizy umysłu żołnierza – komandosa. Przedstawia pojmowanie rzeczywistości z punktu widzenia człowieka, który swoje życie poświęcił armii. Polecam ją osobom lubiącym zarówno wątki militarne, jak również transcendentalne. Powieść jest ciekawym połączeniem tych dwóch obszarów. Najważniejszą jej cechą jest utrzymywanie napięcia – im bliżej końca, tym szybciej czytelnik chce się dowiedzieć, co będzie na ostatniej stronie. Autor potrafi sprawić, że dokończenia książki raczej nikt nie będzie odkładał w nieskończoność. Ciekawe sploty akcji i zwroty wydarzeń sprawiają, że ma ona także charakter przygodowy. Śmiało można rzec, że „Artefakt umysłu” jest polskim odpowiednik Kodu da Vinci. W przeciwieństwie do tego światowego hitu ma bardziej rozbudowany wątek militarny niż religijny.  To jednak nie ujmuje powieści nic z jej atrakcyjności. Co więcej, sprawia, iż czytelnik odbiera ją bardziej realistycznie i może zastanawiać się nad tym, czy rzeczywiście kiedyś ludzkość znajdzie dowody naukowe na istnienie zjawisk, których obecnie jeszcze nie potrafimy wyjaśnić.

Barbara Drapikowska, http://dlalejdis.pl/artykuly/artefakt_umyslu_recenzja 

„Artefaktach umysłu” bez wątpienia odnajdziemy bardzo dynamiczną akcją, tutaj nie ma miejsca na nudę, ciągle coś się dzieje – wiele niezwykłych przygód, które spotykają naszych bohaterów dosłownie na każdym kroku, ucieczki czy potyczki, a także niesamowicie nakreślone postaci spiskowców czy też niezwykle obrazowo stworzone opisy zabójstw. Ta książka po prostu wciąga od pierwszych stron i nie wypuszcza ze swoich szponów, dopóki nie dotrze się do końcowych zdań. Powieść to świetny sposób na oderwanie się od rzeczywistego świata – życie ukazane w „Artefaktach umysłu” nieco przypomina nasze, a jednak jest odmienne. Dzięki autorowi mamy możliwość wkroczenia w świat odważnych i wszechmocnych tajnych służb, spisków, konspiratorów, zaskakujących zwrotów akcji i niekończących się przygód bohaterów. Dzięki tak wartkiej akcji naprawdę ciężko się oderwać od lektury. Nie zabrakło tutaj również humoru – bardzo zabawne okazały się sceny z udziałem majora, zwłaszcza opisujące jego specyficzne zachowanie.

Zastał tam grupę pasażerów czekających już w długiej kolejce, rozwidlającej się w okolicach tablicy z napisem CHECK-IN. Po półgodzinnym odstaniu swego, bijąc się z myślami, dotarł w końcu do kontuaru odprawy paszportowej. Pracownica linii przywitała go służbowym uśmiechem i przyjęła paszport. Sprawdziła jego dane na monitorze. Odwzajemnił grzeczność, obserwując uważnie jej oczy. Wyczuła to, rzuciła mu krótkie spojrzenie.”

Co jest plusem tej powieści, znajdziemy tutaj sporo odniesień do Polski, a można powiedzieć nawet, że do pewnego momentu akcja rozgrywa się właśnie na terenie tego pięknego kraju. Podróżowanie pomiędzy poszczególnymi państwami może stanowić problem, ale z pewnością nie dla tego odważnego komandosa, który każdą przeciwność losu pokonuje z prawie że lekkością motyla.

Artefakty umysłu” to pierwszy tom serii Seton – to tom, w którym znajdziemy w tym samym stopniu realne sceny, jak i wydarzenia przepełnione dosłownie fikcją. Myślę, że z lektury tej powieści można czerpać spore pokłady przyjemności i że każdy znajdzie tutaj coś dla siebie. Tak jak już wspominałam, akcja zwyczajnie wciąga i czytelnikowi naprawdę ciężko się od niej oderwać, koniecznie musi wiedzieć, co wydarzy się zaraz, za chwilę, dosłownie na następnej stronie. Ja jestem ciekawa dalszych losów Mossa i z pewnością sięgnę po kolejne tomy jego przygód, o ile będę mieć taką możliwość. Ogólnie więc polecam tę książkę na miły wieczór lub dwa 😉
Żródło: http://www.bookparadise.pl/2017/11/artefakt-umysu-marian-nicon.html#more

Artefakt umysłu” Mariana A. Noconia – gratka dla fanów przygód i archeologii

Z twórczością i stylem pisania Mariana A. Noconia miałyśmy przyjemność zetknąć się przy okazji książki „Czarna biel”. W tym miesiącu miał premierę kolejny tytuł jego autorstwa, stanowiący pierwszy tom trylogii „Seton”. „Artefakt umysłu” zabiera czytelnika w fantastyczną podróż po historii i zapewni dreszczyk emocji, kiedy razem z głównym bohaterem, będzie próbował znaleźć rozwiązanie i odpowiedzi na liczne pytania.

„Artefakt umysłu” to rewelacyjna propozycja dla osób, które lubią historię, archeologię, przygody i rozwiązywanie zagadek. Ten oparty na artefaktach thirller zapewni dużą dawkę wrażeń i trudno się od niego oderwać.  Książka doskonale wpisała się w mój gust i nie mogę się doczekać drugiego tomu. Tyle tytułem wstępu, a czego spodziewać się po samej fabule?

Niebezpieczna prawda

Obserwujemy jego poczynania w Iraku, Stanach Zjednoczonych i Polsce. Moss co rusz ma wrażenie, że dzieje się coś dziwnego, że widzi swojego sierżanta albo ktoś wysuwa pod jego adresem bezpodstawne oskarżenia. Major nie ma pojęcia, o co  w tym wszystkim chodzi, ale wie także, że to notes stanowi klucz do rozwiązania. Ponieważ książka stanowi pierwszą część trylogii, łatwo się domyślić, że autor pozostawia czytelnika ze swego rodzaju niedosytem. Przerywa powieść w momencie istotnym dla fabuły, dlatego, żeby poznać odpowiedzi na co najmniej kilka pytań, trzeba cierpliwie poczekać na kolejną część. Czy Novak żyje? Jeśli tak, to po której stronie stoi? I po której stronie stanie Moss w obliczu nowych faktów? I przede wszystkim… co znajduje się w notesie?

Akcja, która nabiera rozpędu

Czytając „Artefakt umysłu” od razu można zorientować się, że książkę pisał mężczyzna. Nie ma zbyt wielu barwnych opisów, za to jest zawrotne tempo i podkręcanie napięcia. Pojawiają się wątki osobiste, jednak przez wzgląd na szybkość akcji, nie ma na nie zbyt dużo miejsca. W zasadzie jest to jedna z tych książek, gdzie długie opisy byłyby wręcz drażniące – czytelnik chce razem z Mossem jak najszybciej rozwiązać wszystkie tajemnice.

Pełny tekst recenzji  : http://www.kulturantki.pl/ksiazki/artefakt-umyslu-mariana-a-noconia-gratka-dla-fanow-przygod-i-archeologii/

Tajemnice starego notesu

mian Kopeć

Artefakt umysłu Mariana A. Noconia to conspiracy thriller w stylu Ludluma. Bardzo dynamiczna akcja, niezwykłe przygody, spiskowcy, ucieczki, potyczki, zabójstwa – to wszystko jest tu ważniejsze niż wiarygodność wydarzeń. Sylwetki postaci są zaledwie naszkicowane, warstwa psychologiczna – naciągana. Nie zmienia to jednak faktu, że Artefakt umysłu po prostu wciąga, a taka jest rola tego typu literatury. Powieść Noconia w pełni sprawdza się jako odskocznia do innego świata – niby naszego, a jednak odmiennego. Do świata wszechmocnych tajnych służb, spisków, konspiratorów, zadziwiających tajemnic, mogących zmienić losy świata. Mało wiarygodne są sceny z udziałem pań, zabawne bywają zachowania majora, jego reakcje na rozmaite sytuacje. Moss to jeden z tych bohaterów, o których można powiedzieć – „zabili go i uciekł”.

W powieści jest sporo odniesień do Polski, akcja rozgrywa się w wielu miejscach, od pewnego zaś momentu – w naszym kraju. Oczywiście przeskoki między państwami to problem, ale nie aż tak wielki, jak w przypadku przeciętnego obywatela świata. Victor Moss to komandos, który się przeciwnościom losu nie kłania i pokonuje je z lekkością motyla.

Artefakt umysłu jest pierwszym tomem trylogii Seton – powieścią, w której nieliczne fakty wymieszane są z mnogością fikcji. Można z lektury tej książki czerpać całkiem sporo przyjemności. Fabuła i akcja po prostu wciągają, a kolejne tomy i dalsze losy Mossa budzą po prostu ciekawość.

Pełny tekst recenzji granice.pl. : https://www.granice.pl/recenzja/artefakt-umyslu/19448